
Był to, o ile pamiętam, rok 1958 - miałem wówczas 11 lat, kiedy mój przyjaciel Sewek Korzycki zaprosił mnie na zbiórkę harcerska do szkoły nr 24 na ulicy Polnej, do której chodził razem ze swoim bratem Czarkiem.

Sierpień 1960 roku przeżyłem jak w bajce. Mieszkałem na brzegu sporego jeziora, za którym leżały cztery kilometry bagien, a na horyzoncie, na wzgórzu, widać było domy miasteczka.

Nie pamiętam czy na pierwszych obozach walterowskich w Dobrym Mieście i Dębicy była już instytucja dowódcy dyżurnego, ale na obozach w Wolinie, w lipcu i sierpniu 1955 roku, dowódca dyżurny już był i pozostał do ostatniego obozu a nawet i dłużej, podobnie jak instytucja podsumowania dnia.

Jest rok 1953, lipiec, obóz szkoleniowy aktywu OH w Dobrym Mieście w województwie olsztyńskim.
Patronem obozu był Generał Karol Świerczewski. Mieszkaliśmy w budynku szkolnym, który był posadowiony nad brzegiem rzeki Łyn.

Było to w roku 1955, ale do Warszawy zjechałem wcześniej, na początku września 1953 roku, bo po ukończeniu liceum pedagogicznego dostałem się na pierwszy rok rusycystyki Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Miasta nie znałem i czułem się w nim obco. Z kompleksem wiejskiego chłopaka niechętnie odnosiłem się do miastowych, szczególnie do warszawiaków.

Jak tylko sięgnę pamięcią - Olek był zawsze i według mnie, wcale się nie zmieniał, jakby zatrzymał się dla niego czas. Zmieniali się ludzie, ale nie Olek.
|